17 września 2019 obchodziliśmy 80. rocznicę ataku Związku Radzieckiego na Polskę. Dzięki uprzejmości Związku Sybiraków, jak co roku Pani Dyrektor Wiesława Krysztofowicz, Pan Arkadiusz Ordyniec i grupa uczniów z naszej szkoły odbyli wycieczkę do Szymbarku. Mogliśmy zobaczyć pociąg, jeden z wielu, którymi transportowano blisko 3 miliony Polaków, z czego około milion na przełomie 1940-1941. Mieliśmy też okazję porozmawiać z osobami, które przeżyły to piekło.

 

 

 

 

Pierwsze wysiedlenia zaczęły się wcześniej, bo już w 1772 r. podczas klęski Konfederacji Barskiej. Na Sybir wywieziono wówczas około 10 000 osób, które zazwyczaj szły pieszo na miejsce zesłnia. Lecz najwięcej wywózek odbyło się od 1939 do 1956 r.
Wysiedleńcy byli przewożeni po 100 osób w wagonie. Ludzie ze względu na brak miejsca spali bokiem. Na postojach zmuszeni byli do usuwania ciał zmarłych. Potem podawano żywność. Jedna porcja przypadała na jedną osobę (więc często dochodziło do ukrywania zwłok, dzięki temu zyskiwano dodatkowe porcje jedzenia, które mogły uratować komuś życie). Zazwyczaj podróż Sybiraków trwała około 2 tygodnie i odbywała się w urągających człowieczeństwu warunkach.

Ludzi, którzy przeżyli podróż pociągiem czekała piesza wędrówka trwająca czasami kilka tygodni. Zesłąńcy często słabli podczas drogi do łagrów i licznie ginęli od strzału w głowę.. Polacy pracowali w łagrach po 12 godzin dziennie, 7 dni w tygodniu, m.in. przy wyrębie lasów i w kopalniach uranu (co oznaczało wyrok śmierci na chorobę popromienną). Wysiedlano całe rodziny, trudno wyobrazić sobie cierpienia dzieci, ich głód i poniewierkę.

 

Jak wspomniano wcześniej uczniowie mieli okazję przeprowadzić wywiad z Sybirakami i usłyszeć ich tragiczną historię. Jedną z nich jest historia Pana Stefana Witorta, który został zesłany z całą rodziną w 1949 r., a do Polski powrócił w 1955 r.

“Nie widziano, ile pociąg będzie stał na stacji- czasami były to 4 godziny, czasami był to jeden krótki gwizdek oficera NKWD. Często na tych stacjach stały po 2 wielkie balie z wrzątkiem. Ludzie brali wiadro i jak oficer pozwolił, napełniali wiadro i wracali do wagonu. Przy wrzątku można się było ogrzać. Na pewnej stacji dwóch synów powiedziało do ojca, że się uda nabrać wody (bo już odjeżdżamy). Na co ojciec odpowiedział “jak to się nie da, patrzcie”. Wyskoczył z pociągu nabrał wody, pociąg już zaczął jechać. Podał synom wiadro z wrzątkiem i wskoczył na stopień pędzącego pociągu, widzieli tylko jak spada i ginie pod kołami następnego wagonu”

 

 

        

Przyjmuje się, że na Sybirze zmarło około 2 miliony zesłańców. Najczęstszymi przyczynami śmierci były - wygłodzenie i hipotermia. Ostatecznością był strzał w tył głowy. Innym sposobem na zabicie wysiedlonych było podanie im normalnego posiłku (co miało tragiczne skutki dla organizmu na skraju śmierci głodowej).
Ostatnie wysiedlenia odbyły się w 1956 r. 11 lat po zakończeniu II wojny światowej.

Historia wysiedleń ludzi no Sybir to przykład okrucieństwa i pogwałcenia praw człowieka. Mówi się, że historia lubi zataczać koło. Nie pozwólmy, by w przyszłości tragiczne dzieje powtórzyły się i kolejne miliony ludzi musiały przez to cierpieć i ginąć.

Tekst: Maciej Grabowski k.Ie1 

Foto  Anthony Okonkow, Maciej Müller, Kornel Janusz, Maciej Grabowski